wtorek, 9 lutego 2021

Episode 2

♛♛♛


LAWRENCE





Melody


Moje krótkie wakacje w Windsor oczywiście nie mogą być typowymi wakacjami. Posiadam specjalną listę miejsc, które muszę odwiedzić w imieniu całej rodziny będąc w tym miejscu. Pierwszą z nich jest University of Windsor. I choć z pewnością nie można go porównywać do takich uczelni jak Cambridge, Oxford czy College of London, jest jednak niewątpliwie najlepsza w tym mieście. Do moich obowiązków należy przemowa przed radą pedagogiczną wielkich profesorów oraz najbardziej wpływowymi uczniami, a także przechadzka po kilku aulach wykładowych w zasadzie w celu tylko pokazania się i wypytania o pierdoły. Rzecz, którą mógłby zrobić każdy, ale przypadała ona mnie. I choć z wielką ochotą wolałbym się teraz wybrać na ryby, oczywistością jest to, że nie mogę odmówić królewskim obowiązkom. 

Samochód podjeżdża pod ogromny budynek przypominający trochę skromny pałac wykonany z ciemno brązowej cegły. Nuty koloru dodaję jedynie dach, wykonany z turkusowych desek. Jest tu odrobinę ponuro, ale jak zresztą w większej ilość miejsc w Anglii o tej porze roku i dodatku przy tak niewdzięcznej pogodzie.

Wysiadam z czarnego Rolls-Royce z nietęgą miną. Wiatr, który muska moje włosy jest zimny i nieprzyjemny. Na dziedzińcu jest niewielu ludzi, ale większość z nich zauważa mnie od razu. A może nie mnie, ale samochód, który zapewne nie jest tutaj codziennością. Niektórzy machają, inni tylko mówią coś pod nosem, a pozostali tylko się wpatrują. Spoglądam na wysokie schody, które prowadzą do budynku. Pierwsze co rzuca mi się w oczy to długie, rozwiane blond włosy, które kołyszą się na wietrze niczym fale oceanu. Spokojnie, jakby w zwolnionym tempie. W uszach szumi ciepły chichot, którego nie jestem w stanie usłyszeć przez ten szmer i gwar, ale jakimś cudem mam wrażenie, że dźwięk dociera do mnie mimo to. Rozmawia się z kimś, ale jej towarzyszki nie przykuwają mojej uwagi. Wpatruję się tak dalej, jak gdybym zobaczył coś niesamowicie odkrywczego. Coś wyjątkowego i jedynego na tym świecie. Dziwi mnie, że z tak dużej odległości potrafię sobie wyobrazić śmiejące się oczy, które potrafią rozweselić wszystko co znajdą w swoim zasięgu. Wyobrażam sobie gładką skórę i pełne, zaróżowiałe policzki. W sposobie, w którym kiwa głową i emanuje swoim ciałem jest coś niewyobrażalnie uzależniającego.

Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia bo w moim świecie nigdy czegoś takiego sam nie widziałem i nie doświadczyłem. Zawsze wszystko musiało być zaplanowane od samego początku aż do końca. Miłość od pierwszego wejrzenia wydaję się przy tym zbyt banalna, zbyt oczywista, zbyt zakazana i nieuchwytna. 

Przez chwilę mam ochotę powiedzieć Durrells’owi, że muszę się znaleźć w tym samym miejscu co ona. Że ma ją znaleźć i dowiedzieć się jaką pełni funkcję na uczelni. Jeśli studiuje, to jaki kierunek? Czy jest przewodniczącą uniwersytetu? Czy będzie na pierwszym zgromadzeniu? Jeśli tak, to czy gdy podczas przemowy zamilknę na jej widok, pozostając w błogiej nostalgii? 

Gdy kieruje się w górę, do głównego wejścia uczelni zdaję sobie sprawę, że to jednak bezcelowe. Nie powinienem zaprzątać sobie teraz tym głowy. Jak to mówi król, nie powinienem sobie zaprzątać głowy czymkolwiek co jest nietrwałe, bezużyteczne, nierealne…


-Spoglądając na ostatnie 545 lat istnienia University of Windsor, nie sposób nie dostrzec jego szczególnego znaczenia dla rozwoju społeczeństwa i tożsamości narodowej pokoleń Brytyjczyków. Kształtowanie świadomości społecznej, szerzenie prawdy i wartości moralnych oraz pomyślność tego kraju legły u podstaw fundacji dokonanej przez króla Henryka VI, założyciela jednej z najstarszych w Anglii szkół męskich z internatem. W latach 1781-1785 uczył się tu mój przodek. Książę Wellington, Arthur Wellesley. Podobno nie osiągał dobrych wyników w nauce. - pozwalam sobie na żart, na który publika reaguje z entuzjazmem. - Przez wszystkie te stulecia Uniwersytet Windsor nie zawsze miał sposobność do świętowania swoich rocznic, co powodowane było najczęściej wojnami przetaczającymi się przez Europę od czasów średniowiecza przez współczesność. Jednakże fenomenem naszego, jak i wielu najstarszych europejskich uniwersytetów jest ich nieprzerwane trwanie.Trwanie pomimo trudności, zmian granic, ustrojów, władców oraz przemian społecznych. Dziś mogą się tu uczyć wszyscy, niezależnie od płci. Ten rodzaj wspólnoty, oparty na poczuciu jedności i równości oraz na poszukiwaniu pracy, był kluczem do sukcesu wielu znamienitych uczelni. Oby pozostał nim jak najdłużej, obyśmy o nim nie zapomnieli. Dlatego w imieniu całego królestwa chciałbym podziękować wszystkim gościom za udział w tych ważnych dla waszej uczelni dniach. Jestem przekonany, iż obecność nas wszystkich na tychże obchodach jest doskonałym przykładem zjednoczenia środowiska akademickiego w jednym miejscu dla uczczenia wspaniałej idei, jaką jest universatias, która trwa i trwać będzie. 

Na zakończenie przemowy tłum żegna mnie gromkimi brawami. Kilku ważnym profesorom udaje się ze mną przez chwilę porozmawiać. Durrells pospiesza ich niezauważalnie, sugerując, że przede mną jeszcze kilka odwiedzin na tutejszej uczelni. Robię się nieco zmęczony i jest to po mnie wyraźnie widoczne. Nigdy nie potrafiłem grać mimiką twarzy jak mój ojciec. Nigdy nie potrafiłem uśmiechać się na zawołanie, jeżeli cokolwiek nie grało w mojej duszy. 

Z wysiłkiem odwiedziłem kilka ogromnych auli, gdzie czekało na mnie wielu uczniów oraz ich uczonych. Starałem się odpowiadać na pytania odnośnie nauki, którą sam kiedyś przeszedłem i perspektyw na dalszą przyszłość. Wychodząc z ostatniego na naszej liście pomieszczenia, odetchnąłem z ulgą.

To już koniec.

-Książę… - Tobias znajduję się obok mnie, dygając pospiesznie. - Dyrektor Hellford zaprasza na jeszcze jedno spotkanie ze studentami.

-Przekaż mu, że to koniec na dziś. 

-Cóż, chciałbym, ale królowa również nalegała na to konkretne zgromadzenie. Ma się odbyć z uczniami kierunku weterynarii. Podobno zaznajomienie z tężę dziedziną powinno być owocne i niezwykle wartościowe. 

Przecieram nos, wzdychając niepostrzeżenie. Głowa zaczyna mi pękać. Spałem dziś tylko trzy godziny. 

-Dobrze. - zgadzam się, choć wątpię, iż przykładny król powinien być tak mało asertywny. -Prowadź.


Kiedy wchodzę do sali, która liczy zaledwie kilkunastu studentów i jedną profesorkę, zastanawiam się czy przyjście tu było tego w ogóle warte. Muszę przyznać, że w mniejszym gronie czuję się zdecydowanie bardziej otoczony niż na odwrót. Czasami zastanawiałem się dlaczego tak jest, skoro od małego byłem przyzwyczajony do każdej ilości słuchaczy. 

-Książę Wali, Lawrence Burton. - Durrells przedstawia moją osobę, a gdy to robi, każdy w sali dyga. Częstują mnie uśmiechami. Wiele młodych kobiet patrzy na mnie ze wstrzymanym oddechem. Nie powiem, żeby mi to nie schlebiało, ale to znów wydaje się nietrwałe. Bezużyteczne. Nierealne. 

-Wasza Książęca Mość jest nam niebywale miło, że zgodził się książę do nas zawitać. Zważywszy, że królewska rodzina od zawsze otacza się wspaniałą zwierzyną i czule się o niej wypowiada.

-To prawda. - uśmiecham się, bo mimowolnie się rozluźniam. - Mamy wiele zwierząt hodowlanych, ale do najczęściej spotykanych należą oczywiście psy, które królowa ubóstwia oraz konie. Często zajmują wysokie miejsca na wyścigach. Jedne z tych najszybszych są właśnie tutaj. W zamku Windsor. 

-Oh, to wspaniała wiadomość. Mamy kilkoro uczniów, którzy właśnie robią doktorat z weterynarii z szeroką gamą specjalizacji. 

-Doprawdy? Jakie to specjalizacje? 

-Josephine? - profesorka patrzy na drobną dziewczynę w pierwszym rzędzie. Ma ładne rysy twarzy, ciemne brązowe włosy i nieśmiałe spojrzenie.

-Jednymi z najczęściej wybieranych specjalizacji w naszej grupie to weterynaryjna diagnostyka laboratoryjna, chirurgia weterynaryjna oraz prewencja weterynaryjna i higiena pasz. - mówi wyuczenie, tak jakby czytała z książki, ale zważywszy na to, że wszyscy zgromadzeni tutaj robią doktorat, spodziewam się, że są zaznajomieni z tą wiedzą równie dobrze jak ja jestem zaznajomiony z zasadami etykiety.

-A jaka jest twoja specjalizacja? - pytam ją.

-Diagnostyka. 

-To interesujące.

-Do tych rzadszych specjalizacji należą choroby ryb…

-Oh! To fascynujące. - nie daję jej dokończyć, będąc ożywiony tą konkretną specjalizacją.-Myślę, że gdybym mógł iść na dodatkowe studia, to zdecydowanie byłby to ten kierunek. - mówię, wywołując śmiech u pozostałych. Może myślą, że żartuję, ale uważam, że zdecydowanie bym się w tym spełniał.

-Serdecznie księcia zapraszamy. - odzywa się znów profesorka. 

-Kolejną, chyba najrzadszą specjalizacją jest choroba koni. - kontynuuje szatynka.

-Dlaczego najrzadszą?

-Zapewne ze względu na wysoki poziom wiedzy. - wyjaśnia profesorka.

-Uważam, że to bardzo potrzebna wiedza. Mojej mamie bardzo by się spodobała ta specjalizacja. Uwielbia konie. - mówię, patrząc z uśmiechem na moją towarzyszkę, która mam wrażenie, jako jedna z nielicznych tutaj mnie rozumie. - Czy spośród was jest ktoś, kto wybrał choroby koni?

Rozglądam się, gdy w przedostatnim rzędzie, zza ramienia jakiegoś niewysokiego chłopaka wychyla się głowa dziewczyny.

Znów mam przed oczami długie, blond włosy, nie rozwiane jak wcześniej, lecz spokojnie opadające na smukłe ramiona. Jej oczy nie śmieją się, ale wciąż mają w sobie tą nieznaną mi dotąd aurę, której nie potrafię określić. I choć jej spojrzenie widzę z daleka, już teraz mogę określić, że jest czarne niczym węgiel i na wskroś przeszywające. Teraz to ja wstrzymuję oddech, nawet nie jestem do końca wstanie stwierdzić ile to trwa.

-Ja. - mówi krótko, i do tej chwili nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo potrzebny był mi dźwięk tego głosu. 



♛♛♛